Single Ended KT88

Witajcie,

Ten wzmacniacz powstawał raczej długo. Pomysł budowy zaczerpnięty z czasopisma Elektronika Praktyczna – Projekt nr 251 z 2020 roku, autorstwa inż. Henryka Michałowskiego. Co do autorstwa ww Inżyniera byłem bardzo przekonany jeszcze do niedawna, lecz mocno szperając w sieci natrafiłem na portal „Valve museum”, gdzie opublikowano projekt chiński, oparty w stopniu mocy na lampie 6P3P. Rosyjski zamiennik to 6P3S. Zaś europejski/amerykański wariant to 6L6. W chińskim schemacie stopień mocy pracuje z biasem katodowym, zaś u p. Michałowskiego zastosowano bias siatkowy. Hm… mam nieodparte wrażenie wręcz identycznej topologii obu schematów. Czy projekt z EP jest zaczerpnięty ze schematu chińskiego, nie wiem. Tego nie dociekałem. W sumie to tylko drobny wątek poboczny.

Pomysł tego wzmacniacza tak spodobał mi się, że opracowałem płyty pcb, tj. płytę główną z lampami na pokładzie oraz płytkę wspólnego zasilacza dla obu kanałów. Obie prezentują się tak:

Cała radocha budowania rozpoczęła się od przygotowania chassis. To raczej „chamska robota”, czyli kilka dni pracy ręcznej. Wpierw wycięcie obrysu z kawałka aluminium. Kolejno wycinanie ów obrysu. Następnie owiercanie oraz zupełnie ręczne wydobywanie otworów kanciastych. Na koniec zaginanie, po czym szlifowanie do anodowania, bądź malowania. Czasem pytają mnie o wykonanie chassis do pieca. Jaką cenę miałbym zaoferować? Sto kilkadziesiąt złotych? To jakaś bzdura! Zdrowy rozsądek, realne szacowanie wkładanej pracy zaginęły. Nie wszystko pochodzi z Chin. Ale…chassis przygotowane do anodowania, finalnie po obróbce, prezentuje się tak:

W układzie wzmacniacza przewidziano rodzaj miękkiego startu przy pomocy mosfetu. Zwłoka czasowa w pojawieniu się napięć anodowych to ok. 20 s. Raczej wystarczająco, lecz zdecydowałem zastosowanie wyłącznika anodowego. Czemu? Czasem urządzenia przewozi się, przenosi. Lampy bardzo nie lubią chłodu. Właśnie z tej przyczyny wyłącznik anodowy w tym piecu jest. Kiedy potrzeba dłuższego podgrzewania lamp, to taki wyłącznik jest nieoceniony. Lampy oraz cały wzmacniacz podgrzewane są napięciem żarzenia aż do momentu załączenia napięcia anodowego wyłącznikiem stand-by.

W moim pojmowaniu, w odczuciu estetycznym, zdecydowałem budowanie wzmacniaczy audio w oparciu o płyty pcb. Tak jest i przypadku tego urządzenia. Przed rozpoczęciem budowy, prowadziłem korespondencję z Autorem projektu-inż.Michałowskim. Uznałem, że skoro układ został sprawdzony poprzez budowę dwóch egzemplarzy przez Autora, to spokojnie można projektować swoje pcb. Projektem obu pcb, tj. głównej oraz zasilacza podzieliłem się z p. Michałowskim. Uznałem, że tak wypada, gdyż skoro opublikował swój projekt, to należało zrewanżować się w taki sposób Jemu. A skoro mowa o pcb, to poniżej zdjęcie płyty w jeszcze nie zakończonym chassis:

Czas na prezentację transformatorów. W kolejnym wzmacniaczu SE, w przeciwieństwie do wcześniejszych, nawinąłem transformatory wyjściowe z odczepami ultra linear. To urządzenie jest o mocy ok. 12 W, więc uznałem, że ww odczepy będą niezbędne. Trzeba pamiętać, że obniżenie poziomu zniekształceń odbywa się kosztem ograniczania oddawanej mocy. Również te transformatory zostały nawinięte bardzo pieczołowicie, z zachowaniem wysokiej dokładności układania poszczególnych zwojów oraz warstw. Są duże, prawidłowo przeliczone a już z pewnością odróżniają się od „czarowanych” i maciupkich produkcji chińskiej o „wspaniałych” parametrach. Na poniższych fotografiach uwieńczyłem proces nawijania obu transformatorów. Zdjęć jest sporo. Więcej niźli inne komponenty wzmacniacza. Zawsze ciekaw jestem jakości nawijania transformatorów urządzeń produkowanych fabrycznie. Dekielki to również moja robota.

O brzmieniu będzie na koniec, zaś w tym miejscu wzmacniacz gotowy po montażu, po uruchomieniu oraz formowaniu go.

Jak brzmi? Lampy potrzebują co najmniej 30 min aby rozgrzać się i ukazać swoje niesamowite walory brzmieniowe. Najprostszy układ lampowy, dobrze skalibrowany, z dobrej jakości transformatorami wyjściowymi musi zabrzmieć. Nierozgrzane lampy, tuż po włączeniu wzmacniacza, brzmią zupełnie przeciętnie. Nie odróżniają się od krzemu niczym szczególnym. Dopiero po rozgrzaniu rozpoczyna się magia. Magia stąd, że następuje ich przeobrażanie się. Wszystko jest inne niźli na początku. Pojawia się wyjątkowa głębia brzmienia, szczegółowość, dynamika. To jak „nierozgrzany” zespół muzyczny. Wpierw jego granie jest drętwe. Jednak w trakcie grania, po pewnym czasie „maszyna” rozgrzewa się i dopasowuje. Wówczas pracuje równomiernie, składnie. Staje się układem, całością.

Jak słowami można opisać brzmienie?! Różni „specjaliści” próbują. Bzdura! Moja ocena tego wzmacniacza jest tym bardziej nieobiektywna. Mimo to uważam, że zbudowałem taką właśnie dobrze pracującą maszynę. Moja jedyna zasługa to dobranie, bądź zbudowanie komponentów oraz złożenie ich w całość. Reszta to magia fizyki zaszyta w szklanej bańce…czyli w lampie ! Jeśli zginie świat „lamp”, to za nim podążymy i My. Już niewiele brakuje…

Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.